uwolnić WOLNOŚĆ

Brat Albert (1845-1916)

Święty Brat Albert nie pisał uczonych traktatów… On po prostu pokazał jak należy miłosierdzie czynić. Pokazał, że kto chce prawdziwie czynić miłosierdzie, musi stać się bezinteresownym darem dla drugiego człowieka. Służyć bliźniemu to według niego przede wszystkim dawać siebie, być dobrym jak chleb.    Jan Paweł II

Brat Albert Chmielowski żył w drugiej połowie XIX wieku i na początku XX w. Na arenie międzynarodowej był to okres coraz bardziej zaostrzających się konfliktów pomiędzy europejskimi mocarstwami, które walczyły między sobą o wpływy zarówno w Europie (Bałkany), jak również w Azji i Afryce.  Konflikty te doprowadziły do uformowania się dwóch bloków militarnych (Niemcy, Austro-Węgry, Turcja i Bułgaria przeciw Francji, Anglii, Rosji, Włochom, Japonii) i wybuchu I wojny światowej. Całe życie Alberta Chmielowskiego przypadło na okres, w którym Polska nie istniała na mapie Europy, a jej terytorium było podzielone pomiędzy trzech zaborców. W 1863 roku w zaborze rosyjskim miał miejsce wielki zryw niepodległościowy, jakim było Powstanie Styczniowe. Zakończyło się ono porażką i ostrymi represjami w zaborze pruskim i rosyjskim. Zabór austriacki, w którym brat Albert prowadził swoją działalność na rzecz ubogich, z jednej strony był najbardziej zacofanym gospodarczo zaborem, z drugiej jednak posiadał najwięcej swobód (od 1867- autonomia galicyjska), dzięki czemu mogła tu się rozwijać się polska kultura, oświata, a także organizacje polityczne. 

Wkład w epokę, w której żył.
     

  • POWSTANIE STYCZNIOWE

Nie można nie wspomnieć na początku o udziale Adama w Powstaniu Styczniowym. Adam był częścią oddziału kawalerzystów, który to oddział był szkolony na wzór istniejących we Francji formacji wojskowych. To był doborowy, elitarny oddział, wyjątkowo zdyscyplinowany i wyselekcjonowany. Mówiono o nich, że byli komandosami Powstania Styczniowego. Oddział ten w wielu walkach chronił inne oddziały powstańcze i niejednokrotnie wystawiany był na pierwszy ogień. We wspomnieniach brata Alberta, wiele razy można przeczytać o tym, że swoje życie zawdzięcza Opatrzności Bożej, bo wielokrotnie mógł je stracić. Oddział ten, istniał zaledwie kilka tygodni, ale miał wielki wkład w walki powstańcze.

  • MALARSTWO

Podczas studiów w Monachium Adam Chmielowski tworzył grupę polskich artystów razem z takimi malarzami jak Maksymilian i Aleksander Gierymscy, Juliusz Kossak, Władysław Czachórski, Henryk Siemiradzki, Witkiewicz, Józef Chełmoński, Henryk Piątkiewicz, Wojciech Piechowski, Wojciech Kossak, Leon Wyczółkowski.  Wielu z nich potem wspomina Adama jako tego, który wprowadzał pierwiastek intelektualny i ogromną mądrość w to środowisko. Jego zdanie liczyło się bardziej niż zdanie ich profesorów. Mówiono wręcz, że jedna jego uwaga krytyczna a inny malarz niszczył skrytykowane dzieło. On podpowiadał i zachęcał ich w momentach kryzysów. I wielu z nich dzięki tym radom wybijało się. Dla Chmielowskiego sztuka była czymś zdecydowanie więcej niż zarobkiem, było potrzebą duszy. On tez potrafił łączyć to środowisko. Niektórzy z tych malarzy byli bardziej arystokratami, dobrze zarabiali na swoich dziełach i nie brakowało im niczego. Druga grupa to ci,  którzy dopiero starali się wybić, biedni, lubiący zabawę. Adam potrafił rozmawiać i z jednymi i z drugimi. Niejako łączył to środowisko. Nigdy więcej nie było tak takiego środowiska wybitnych polskich artystów, jak wówczas. Te przyjaźnie przetrwały długo. Adam w sztuce miał umysł czysto kontemplacyjny, często jednak zdawał się być niezdolny do czynu. Mówiono, że gdyby chciał, byłby znanym malarzem, ale on jakby świadomie nie wybierał tej drogi. Adam, choć niewiele malował, bardzo inspirował, malował innym artystom wizje, a oni przenosili je na płótno.

  • PRZYTULISKA

Brat Albert przemienił nie tylko fizycznie i poprzez nazwę krakowskie ogrzewalnie w przytuliska, ale także stworzył zupełnie nowe podejście do problemu bezdomnych. Zmienił ponurą, odpychająca noclegownię w miejsce ludzkie, godne dla człowieka. Zwrócił uwagę na problem bezdomnych i znalazł sposoby, aby pracować z nimi. Nadał tej pracy nie tylko wymiar fizyczny, ale także duchowy. 
Przytuliska wzięły swoje nazwy od przytulania. 
W swoim testamencie brat Albert nakazał braciom iść zawsze tam gdzie warunki są najcięższe i gdzie nikt nie służy ludziom opuszczonym. Mają bracia zawsze wierzyć w człowieka i w dobro tkwiące głęboko w nim: „[…] które można wyzwolić dobrym słowem czy też miłosiernym znakiem, jak choćby miską strawy”.

Czego może nas dziś nauczyć?
     

  • CZYM JEST SZTUKA?

Obserwuję środowisko artystyczne, współpracuję z ośrodkiem twórczym w Lusace, mamy czasem wizyty artystów z różnych części świata. Teoretycznie każdy mówi, że wyraża siebie samego przez sztukę, jednak bardzo często można zobaczyć, że ludzie szukają w sztuce potwierdzenia siebie, poklasku. Coraz częściej też starają się na siłę być inni, nowocześni, innowacyjni, ale ich dzieła nie mają treści. Uczestniczyłam w wystawie jednego artysty i starałam się z nim rozmawiać, dowiedzieć, o czym malował, ale tak mało potrafił powiedzieć o swoich obrazach. Obrazy faktycznie piękne i widać, że człowiek ma talent, a jednak niewiele w nich treści. Artyści chwytają się za to co popularne, a niekoniecznie najważniejsze.

Myślę, że to, czego mogliby teraz nauczyć się nie tylko artyści, ale każdy z nas w swojej pracy to kontemplacja przed czynem. Zastanowienie się nad zasadnością i ideą działań. Tak wiele rzeczy tworzymy bezmyślnie. Chmielowski mało tworzył, ale wiele czasu kontemplował.

  •  IDEALIZM NAD MATERIALIZMEM

Chmielowski także nie tworzył dla pieniędzy. Cieszył się, gdy go doceniono, ale nie tworzył dlatego aby ludzie go cenili, albo aby kupowali jego dzieła. W tych czasach były popularne np. pejzaże, ludzie chętnie je kupowali, każdy kto chciał mógł się na nich wzbogacić, ale dla Adama one nie miały przesłania, które chciał nieść w świat. 
Często jest tak, że artyści za wszelką cenę chcą być popularni, posuwają się do ekstremalnych działań, tylko aby było o nich głośno, aby szokować i aby o nich pisano. Nieważne jak, nieważne czy dobrze czy źle, ale aby pisano.

  • NIEBEZPIECZNA PYCHA

Oglądając na własne oczy świat artystów i świat sztuki, Chmielowski postanowił od niego uciec we własny świat idei, który przybierał różne kształty. Najpierw był to świat baśni i fantazji, potem świat uduchowiony, ale wciąż pełen pychy. Adam czuł się lepszy od innych nie biorąc udziału w tych branżowych rozgrywkach: kto jak swój talent przehandlował, kto się z kim przyjaźnił i komu kto lepszą opinię wydał w branżowych pismach. Pożegnał się ze światem, w którym sztuka jest bogiem, a wkroczył w inny świat, któremu starał się dorównać, i do niego dostosować. Ale własne siły go boleśnie zawiodły i nie mógł znieść upadku. Nie dał rady, nie był idealny. Za mało duchowy. W końcu usłyszał, że Bóg jest miłosierny i kocha tych nieidealnych, tych ze słabościami, tych, którzy upadają. 
To doświadczenie pomogło mu wyzbyć się osądów wobec świata. Nie potrafią kochać artystów, nie umiałby też kochac biedaków i żebraków. Nie umiałby wybaczac, i rozumiec, gdyby nie miał doświadczenia że jego grzech jest wybaczony, bo łaska przychodzi za darmo i od razu, bez żadnej zasługi.

  • WYTRWAŁOŚĆ

Często myśląc o świętych zdaje nam się, że oni mieli stosunkowo łatwe życie, bo w końcu są święci. Stosunek jaki my mamy do nich teraz, podświadomie przekładamy na ich czasy. Podobnie myśląc o bracie Albercie. Malarz, który postanowił poświęcić swoje życie biednym. Piękna inicjatywa, godna pochwały. Z perspektywy naszych czasów – tak, ale jak się okazuje z perspektywy ludzi czasów brata Alberta – niekoniecznie. Po mieście chodzi mężczyzna bez nogi, w pelerynie, nawiedzony malarz – artysta, który przyprowadza do swojego mieszkania bezdomnych i opowiada im o Jezusie. Informacja o jego pobycie w domu dla obłąkanych szybko się roznosiła, wiec od razu uważano go za wariata. Także w kościele rola świeckich w tamtych czasach nie była tak aktywna, księża byli negatywnie nastawieni – po mieście chodzi ktoś, kto nie nosi sukienki duchownej i nawraca w imię Jezusa. Brat Albert skarżył się przyjacielowi, że wielu przeszkód doznaje od władz policyjnych i kleru. A mimo to, nie poddawał się. Wiedział czego chce, do czego jest powołany. Wytrwałość i odporność na krytykę innych to zdecydowanie coś, czego możemy się uczyć od niego w dzisiejszych czasach. Ludzie łatwo się urażają, łatwo poddają, gdy ktoś ich skrytykuje, gdy ktoś ich nie poprze lub wychwali. Czasem krytyka to tylko próba, albo etap kształtowania charakteru i siły wewnętrznej. 

Ważne myśli, zdania:

 
Powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się jeśli jest głodny.

Patrzę na Jezusa w Jego Eucharystii. Czy jego miłość obmyśliła coś jeszcze piękniejszego? Skoro jest Chlebem i my bądźmy chlebem. Skąpy jest ten, kto nie jest jak On.

Zjednoczenie z Bogiem jest ważniejsze od wszelkich innych obowiązków, w nim jest najpewniejszy środek doprowadzenia wszystkiego ku dobremu. Modlić się, wierzyć nie wątpiąc.

Niech żaden nędzarz nie odchodzi z próżną ręką od tercjarskiego progu, ani żadna składka na cel szlachetny nas nie mija, choć grosz, ale trzeba dać zawsze i wszędzie, inaczej nie jesteśmy dziećmi świętego Franciszka i egoizm nas oszukuje.

Jaka modlitwa taka doskonałość, jaka modlitwa taki cały dzień. Na darmo usiłujemy postąpić przez inne środki, inne praktyki, inną drogą. Modlitwa jest warunkiem nawracania dusz. Bez modlitwy nie uda się wytrwać w powołaniu.

Praca codzienna z obowiązków stanu wynikająca może mieć wartość modlitwy, cnoty i przykładu zarazem, gdy pracujemy dlatego, że Pan Bóg chce, abyśmy pracowali na chleb, który nam daje.

Nikt nie idzie sam do nieba. Rozbić naczynie, zapach się rozejdzie. Nie tylko będziemy Boga kochać, ale inni Go przez nas pokochają. A to jest coś.

Powinno się być dobrym jak chleb. Powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole, z którego każdy może dla siebie kęs ukroić i nakarmić się, jeśli jest głodny.

Nie wiem, czy jestem dzieckiem, ale, że ze mnie ryzykant, to całkiem pewne!

Żaden naród ani człowiek pojedynczy, nie zubożał przez miłosierdzie, lecz każdy bogacieje.

Egoizm poniża człowieka.

Żeby podeprzeć kulawy stół, nie można go z góry obciążać. Trzeba się pochylić i podeprzeć go z dołu. Chcąc ratować nędzarzy, nie należy ich obarczać napomnieniami i prawić morałów. Trzeba stać się nędzniejszym od najnędzniejszego, aby go dźwignąć.

Wolałbym, żeby zgromadzenie zginęło, niż gdybyście wszystkie nie były świętymi.

Co im dam, jeśli nie samego siebie.

Gdybym miał dwie dusze, to bym jedną z nich malował, ale że mam jedną, jedyną, więc musiałem wybrać to, co najważniejsze.

 

Updating…
  • Brak produktów w koszyku.